O tym się nie mówi

Zawsze bowiem my, którzy żyjemy, dla Jezusa na śmierć wydawani
bywamy, aby i życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło.
Tak tedy śmierć wykonuje dzieło swoje w nas, a życie w was (2 Kor 4:11,12).

Muszę przyznać, że ostatni rok był takim właśnie umieraniem w niektórych kwestiach. Buntowałam się i wcale mi to nie pasowało. Gdy przeczytałam ten fragment bardzo do mnie trafił, dlatego dzielę się nim z Tobą:
Odpowiedź na pytanie, dlaczego jest tak mało mocy i prawdziwych duchowych owoców w życiu tych, którzy idą za Jezusem jest całkiem prosta: pragną oni Życia Pańskiego, lecz nie Jego Śmierci. Oni chcą codziennego wylewania Życia Pańskiego, lecz unikają perspektywy codziennego udziału w Jego Śmierci. Dlaczego angażujemy się w nauczanie tego tak głęboko? Dlaczego pracujemy w tym tak niestrudzenie? Ponieważ święci Pańscy dobrze są pouczeni o tym, jak żyć w zwycięstwie, być błogosławionym, chodzić w mocy, pokonywać przeciwnika, oraz żyć zgodnie ze swym potencjałem. W porównaniu do tego, większość z nich nie wie niemal niczego o wyrzeczeniu się samych siebie, o noszeniu Krzyża, chlubieniu się ze słabości, radowaniu się z utrapień, osiąganiu przez tracenie, zdobywaniu przez dawanie, pracowaniu w odpocznieniu, przyjmowaniu zarówno gorzkich jak i słodkich darów od Boga, znoszeniu trudności akceptowaniu cierpienia. Bóg pragnie naszego wzrostu i rozszerzenia; tak więc powołał nas do tego, abyśmy wrócili do Krzyża i zaczęli od nowa.

Chrystus mówi, że, aby żyć, musimy umrzeć; zanim pójdziemy za Jezusem, najpierw musimy wziąć Krzyż. Jest to wezwanie Krzyża. Kto je przyjmie?
Chip Brogden

O tym się nie mówi
Share this