/ małżeństwo

Najstraszniejsza dziś choroba

Jest to ogromne, globalne zagrożenie, szczególnie w tak zwanych krajach rozwiniętych, gdzie jest to ... na porządku dziennym. Dotyka ona wszystkie warstwy społeczne, nie ma względu na płeć ani pełnione funkcje. Wykształciły się pewne zachowania przystosowawcze, czyli zagłuszające symptomy choroby (można przypudrować trupa, ale to dalej trup). Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że jest i rozprzestrzenia się na skalę światową. Tą straszliwą chorobą jest bylejakość.

Zaczyna się niewinnie, od pozornego "wszyscy tak robią" albo "nikt nie jest święty" czy innego frazesu, który jest furką przez którą pozwalamy sobie nie odpocząć wieczorem, bo przecież trzeba siedzieć na facebooku i śledzić (tak, śledzić!) co tam u znajomych, nieustannie porównując się z wg ciebie gorszymy, aby poczuć się lepiej... jeść byle jak, szybko i bez refleksji jak to wpływa i czy karmi nasze ciało, a później dziwimy się, że chorujemy albo w najlepszym wypadku nie mamy takiej figury jaką chcemy. Rozmawiamy byle jak i na poziomie tak płytkim, że kałuża zdaje się być głębsza, a potem dziwimy się, że jesteśmy szczęśliwi - dziwne, prawda? Najdziwniejsze jest to, że właśnie szczerej rozmowy w bezpiecznym klimacie pragniemy, a sami zaś oskarżamy i oceniamy (nie musimy pytać - wszystko wiemy). Przedziwne, prawda??

Byle jak oddychamy, bo kiedy ostatni raz zrobiłeś kilka głębokich oddechów przeponą (czyli brzuchem, a nie klatką piersiową)? Byle jak pracujemy wymyślając sobie w głowie jak to nie ma znaczenia, a z kim bym nie rozmawiała pragnie pracować przy "czymś ważnym". Byle co słuchamy/oglądamy, bo "tak sobie leci w tle" i nie zdajemy sobie sprawy, że WSZYSTKO na nas wpływa. Byle jak kochamy uznając, że jak ktoś jest Twoim Mężem/Żoną/Dzieckiem to WIE że kochasz (przecież to takie oczywiste - czujesz ten sarkazm??? Mam nadzieję, że tak).

Już słyszę te wzdychania, przewracanie oczami i pytania w stylu "ale jakie to ma znaczenie?". Śpieszę z odpowiedzią: OGROMNE! Wszyscy chcemy być szczęśliwi i żyć pełnią życia, a godzimy się na pozornie małe kompromisy, które przecież tworzą naszą codzienność. Jedna mała zmiana, nawet próba zmiany wpływa na resztę naszego życia. Nie nawołuję do perfekcjonizmu, a do odzyskania Twojego własnego serca, pragnień jakie zakopałeś i obyś zdążył je odnaleźć.
Moja propozycja, taka z troski: skocz na samotny spacer i głęboko oddychając zapytaj siebie za czym tęsknisz, poproś Ducha Świętego aby Cię w tym poprowadził, aby pozwolił Ci dostrzec to, co utraciłeś. Miej oczy szeroko otwarte i uzbrój się w cierpliwość, jeden spacer to może być za mało.
U nas w domu taki właśnie schemat działania przyjęliśmy: diagnozujemy swoją bylejakość i krok po kroku, z Bożą mocą wracamy do PRAWDZIWEGO ŻYCIA. A że długa droga przed nami... fakt, to jednak zachęta aby nie zwlekać ani chwili! Ciebie także do tego zachęcam. Ta droga to już fantastyczna przygoda :)

Najstraszniejsza dziś choroba
Share this