Moja gorąca „czekolada”

Rozmawiam przez telefon (na głośnomówiącym) z moją Przyjaciółką jednoczenie bujam się z Kubą na rękach, bo już czas Jego zasypiania. Obie rozprawiałyśmy nad tym jak wspaniale jest pić/jeść czekoladę w taki zimowy wieczór jak ten. Tak, też mamy słabości 😉 Po naszej rozmowie i odłożenia Kubusia do łóżeczka wskoczyłam do kuchni, sprzątnęłam rozgniecionego banana z podłogi, którego fakturę testował nasz sześciomiesięczny Syn, nastawiłam pranie i stanęłam w kuchni z myślą: ZROBIĘ SOBIE GORĄCEJ CZEKOLADY!

Jak też pomyślałam tak też zrobiłam. Oto mój przepis, którym się dzielę 🙂

Zagotowałam wrzątek w czajniku.

Do kubka wrzuciłam:

  • dwie łyżeczki karobu w proszku
  • szczyptę imbiru, kurkumy, inuliny, cynamonu, kardamonu

Zalałam gorącą wodą. Wymieszałam, aby nie było grudek. Dosłodziłam ksylitolem fińskim.

  • w lodówce znalazłam mleko sezamowe (Mężu! Jesteś NIESAMOWITY, że zlitowałeś sie nad tym sezamem moczącym się na parapecie 😉 )

Dodałam odrobinę i usiadłam do tego wpisu. Mmmmm idę po dokładkę 😉 na pewno mogę, bo karob poprawia metabolizm (plus rozgrzewające przyprawy) i nie będę frustrować się na wiosnę, że przytyłam 😉

Cheers Marlenko! 🙂 😉
Smacznego i na zdrowie wszystkim Kochani 🙂