/ zdrowie

Mocne! To... zmienia spojrzenie

Wywiad z Panem Krzysztofem Brzózka, Dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA)

** **

Przemysław Chmielowiec (P.CH):****„Nie piję, bo kocham” – co to dla Pana znaczy, jak Pan rozumie to przesłanie?

*Krzysztof Brzózka (K.B):*Kocham? Osobiście – bardzo szeroko. Cieszę się dniem, otoczeniem, lubię to, co robię, swoją pracę, ludzi, których spotykam i z którymi współpracuję, nie mówiąc już o życiu rodzinnym. I to wszystko warto przeżywać bez „wspomagania”, na trzeźwo. Tak więc nie piję, bo kocham!

P.CH: Dlaczego tak wielu lekarzy ginekologów wciąż zachęca do picia alkoholu przez kobiety w ciąży. Powszechnie mówi się o FAS i innych skutkach, ale w codziennym życiu często słyszymy, że „jeden nikomu nie zaszkodził” albo „dobre na krążenie”. Słyszałem jak pewna Pani mówiła, że lekarz Jej kazał! Czy to nie jest pewnego rodzaju „zasłona dymna”?

*K.B:*Niestety, prawda jest okrutna i trudna do przyjęcia nawet dla lekarzy. To niedostateczna wiedza wśród medyków. Bo z pewnością nie zła wola. Na uniwersytetach medycznych alkohol postrzegany jest wyłącznie przez pryzmat choroby alkoholowej, a nie przez całe spektrum generowanych przez niego problemów w zdrowiu somatycznym czy społecznym, rzadko też porusza się jego temat w kontekście FASD (spektrum alkoholowych uszkodzeń płodu).

** **

P.CH: Czy miał Pan w swoim życiu takie sytuacje, które zniechęciły Pana skutecznie do alkoholu?

*K.B: Pamiętam taki epizod. Dawno temu… Pojechałem na spotkanie towarzyskie poza Warszawę, goście mieli na nim zapewnione noclegi. Niestety noclegi te się nie znalazły, a uczestnicy spotkania, którzy nie mieli samochodów, wracali do domów autobusami lub pociągiem.*Będąc szczęśliwym posiadaczem samochodu, musiałem się w nim przespać, i przez to spędziłem „niezapomnianą” noc. To była mocna lekcja rozsądku…

* *

P.CH: Czy był taki moment, w którym powiedział Pan sobie: „więcej się nie napiję”?

K.B: Nie jestem abstynentem, ale zdania typu „dziękuję, więcej nie piję” używałem bardzo często. Dzisiaj rzadko spotykam się z presją otoczenia. Może ze względu na moją pracę? A i towarzystwo, w którym przebywam nieco się zmieniło.

* *

P.CH: Zna Pan ludzi, którzy cierpią bo ich najbliżsi – np. rodzice – nadużywali alkoholu i ta trauma ciągnie się za nimi do dziś?

K.B: Niestety tak. Nadal, mimo upływu wielu lat, mieszkam nieomal w miejscu swojego urodzenia. W jednej z sąsiedzkich rodzin, po dwóch pokoleniach mocno pijących, to kolejne zachowuje abstynencję, co jest pocieszające. Ale dwie inne rodziny… może otrząsną się za jakiś czas? Wiedzą, że mogę pomóc. Czasem o taką pomoc proszą, ale stuprocentowego sukcesu jeszcze nie widać. To smutne.

P.CH: Co to znaczy być wolnym od alkoholu?

K.B: Nikt z nas, nawet niepijący, nie jest wolny od kontaktu z alkoholem, chociażby za sprawą tego, co nas otacza. Bo czy jest sukcesem to, że ja wprawdzie nie piję, ale wokół siebie widzę alkohol w reklamach, sklepach całodobowych, a nawet jestem narażony na skutki tego, że inni piją? Czy jestem wolny wówczas, gdy widzę, że nie mam wpływu na to, że niewiele zmienia się w polityce wobec alkoholu, a ja mam świadomość, że wielu dramatów można byłoby uniknąć przy odważnych decyzjach? Czy jestem wolnym w sytuacji, kiedy głośna, żyjąca z alkoholu i pijąca mniejszość narzuca swoje warunki życia i picia tym, którzy zachowują umiar i rozsądek, często abstynencję, ale nie upominają się głośno o swoje prawa?

* *

P.CH: Dlaczego kwestia trzeźwości narodu jest tak ważna?

K.B: Jest to temat rzeka… Ale powiem w kilku punktach:

    • straty ekonomiczne gospodarki narodowej, bo pijaństwo więcej kosztuje niż daje zarobić;*
    • problemy w ochronie zdrowia, niwelowanie szkód w zdrowiu poczynionych przez alkohol i – jak sam to nazywam – „koszt uzdatniania przez służbę zdrowia tych, którzy wypili za dużo, i podleczenie ich tak, aby mogli pić dalej”;*
    • tragedie spowodowane wypadkami;*
    • rozpad życia rodzinnego, trauma kolejnych pokoleń.*

Przecież to właśnie alkohol spowodował degenerację, czy nawet wyniszczenie autochtonów zamieszkujących przestrzenie od Ziemi Ognistej poprzez Amerykę Północną, aż po Czukotkę. Jest kraj w Europie, któremu jeszcze niedawno groziła katastrofa demograficzna, także spowodowana nadużywaniem alkoholu. Jego obywatele wprawdzie otrząsnęli się, ale jeszcze nie wytrzeźwieli. Dramatyczna sytuacja ma również miejsce w niektórych państwach Afryki. Przemysł alkoholowy jest wyjątkowo ekspansywny. I bogaty!

P.CH: Jakie wymieniłby Pan praktyczne wskazówki dla osób, które mają wśród swoich bliskich osoby uzależnione od alkoholu?

K.B: Jedną, zasadniczą. Jeśli nie możesz, nie dajesz rady lub nie potrafisz pomóc, to zwracaj się do profesjonalistów o wsparcie. Nie dźwigaj problemu w samotności! Informacje o miejscach pomocy dostępne są w gminach, albo na stronie PARPA.

P.CH: Czy warto organizować takie kampanie społeczne jak „Nie piję, bo kocham”, co one mogą dać? Czy mogą coś zmienić?

K.B: Oczywiście, że warto! Takich przekazów nigdy dość! Wiemy, że sama wiedza to zbyt mało. Propagujmy raczej właściwe postawy, sięgajmy do przykładów osób, które posiadają swoje zdanie na temat picia alkoholu czy abstynencji, mają odwagę przeciwstawić się stereotypom mówiącym, że wszyscy piją, że na trzeźwo nie da się spędzać czasu, ani być zadowolonym z życia. Paradoksem jest, że ta większość, która nie pije, bądź pije bardzo umiarkowanie, często zastanawia się, czy warto działać, czy warto przekonywać do trzeźwości! Przecież palacze skutecznie zostali wyparci z przestrzeni publicznej i nie mają wątpliwości co do zasięgu ograniczeń, a my mówimy o alkoholu jakby to był wstydliwy temat, z obawą, że takie hasła, jak „nie piję, bo kocham” zostaną źle przyjęte. To nie my powinniśmy obawiać się działania! To pijącym nadmiernie i szkodliwie powinno się nakładać ograniczenia!

P.CH: Młodzi ludzie coraz szybciej sięgają po alkohol – jak wg Pana można temu przeciwdziałać w taki prosty, codzienny sposób?

K.B: Przeciwdziałać powinni wszyscy. Całe otoczenie młodych ludzi powinno się zmienić. Sama profilaktyka, choćby najlepiej prowadzona, to jednak zbyt mało. Oczekujemy od młodych ludzi poprawności, dobrego postępowania, a nie sięgania po alkohol. Jednocześnie fundujemy im dwa i pół tysiąca godzin reklam rocznie (nie licząc tych z mediów społecznościowych) pokazujących „lek” na ich problemy. Do tego setki sklepów wokół. Reklamy oglądają również młodzież i dzieci! Jaki jest zawarty w nich przekaz? Piękni, młodzi, sprawni, rozbawieni – zawsze w towarzystwie piwa! I to piwa w dużych ilościach! Przecież w tej sytuacji oczekiwanie, że młodzież nie sięgnie po alkohol zanim osiągnie pełnoletność jest, delikatnie mówiąc, naiwnością. Jeśli do tego dołączyć problemy alkoholowe, obfite spożywanie alkoholu wśród najbliższych, albo charakterystyczną dla wieku rozwojowego skłonność do zachowań ryzykownych – to skutek jest właśnie taki, jaki obserwujemy. Dużą rolę do odegrania mają tu politycy, którzy przecież wpływają na prawo.

P.CH: Czy my jako dorośli jesteśmy zobowiązani jakoś reagować wobec młodych sięgających po alkohol – czy miał Pan taką sytuację?

K.B: Każdy nieobojętny na otoczenie człowiek musi reagować. I, co ciekawe, taka reakcja świadka zdarzenia okazuje się jednym z najskuteczniejszych działań! Jak dotąd nie musiałem reagować wprost. Czasem wymowne spojrzenie na sprzedawcę zachęci go do sprawdzenia wieku klienta. To się zdarzało, ale ostatnio widzę coraz częściej prawidłowe zachowania sprzedawców.

P.CH: Czy zna Pan osoby, które kiedyś deklarowały, że nie mają problemu z alkoholem, a z czasem ta używka zmieniła ich życie w koszmar?

K.B: Czy znam? Miałem kilku takich kolegów. Dziś nie żyją…

P.CH: Dlaczego alkoholizm to problem społeczny? Wielu ludzi mówi, że to nie ich sprawa, bo sami piją okazjonalnie, że „wszystko jest dla ludzi”.

K.B: Problemem społecznym jest picie nadmierne i szkodliwe. Alkoholizm to finał takich zachowań. Warto podkreślić, że nie wszystkie takie osoby uzależnią się, ale straty zdrowotne dotyczą wszystkich pijących. Każda ilość alkoholu ma wpływ na nasze zdrowie!

P.CH:  Czy problem alkoholowy może kogoś nie dotyczyć?

K.B: Tak naprawdę dotykają one nawet abstynentów! Wszyscy płacą haracz za obecność alkoholu na rynku. Bez względu na to, czy są to pijący, czy ofiary ich działań.

P.CH: Czy uważa Pan, że potrzebne są też jakieś regulacje prawne obostrzające sprzedaż i kupno alkoholu?

K.B: W moim przekonaniu (będącym zresztą zbieżnym ze wskazaniami Światowej Organizacji Zdrowia dla Polski), jeśli chcemy poważnie podejść do tego problemu, musimy podjąć odważne decyzje dotyczące dostępności fizycznej (rozbudowana sieć sprzedaży) i ekonomicznej (duża zdolność nabywcza, gdyż alkohole wręcz taniej na naszym rynku). Do tego potrzebny jest całkowity zakaz czegoś co mam odwagę nazwać po imieniu – zbrodni przeciwko wychowaniu młodzieży. Mam na myśli reklamy alkoholu.

P.CHCzy pić alkohol przy dzieciach? Jak rozmawiać z dziećmi o alkoholu?

K.B: Dzieci uczą się zachowań poprzez naśladowanie nas, dorosłych. Odpowiedź nasuwa się więc sama. Jak rozmawiać? Cenniejszy jest przykład własny, niż najgroźniejsze nawet ostrzeżenia. Bo cóż warte są słowa rodzica, który zachowaniem przeczy sam sobie? No i co istotne, wspomnę tu hasło jednej z kampanii skierowanej do rodziców: „Bliżej siebie, dalej od narkotyków”. To rodzina jest najsilniejszym czynnikiem chroniącym. To hasło jest aktualne również w przypadku alkoholu, bo przecież mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale alkohol jest narkotykiem. Legalnym, łatwo dostępnym, tanim, mocno reklamowanym, silnie uzależniającym narkotykiem!

Mocne! To... zmienia spojrzenie
Share this