Siedzimy sobie wczoraj z Żoną wieczorem, gdy po wielkich próbach i staraniach udało nam się sprawić, że Kubuś zasnął i zadaliśmy sobie kilka ciekawych pytań, do których chciałbym teraz, w pewien sposób nawiązać. Jednak zanim to nastąpi chciałbym powiedzieć, że nieustannie jestem po wrażeniem tego, ile wysiłku trzeba włożyć w usypianie dziecka, które ewidentnie jest padnięte, ale za nic w świecie, nie może zasnąć. Znacie ten „przeuroczy” stan? 🙂 Na pierwszą linię frontu usypiania poszedłem Ja. Użyłem takich dział armatnich jak bujanie, głaskanie, wspólne leżenie, spacerowanie i noszenie na rękach, „śpiewanie”, a na sam koniec po około 45 minutach nierównej walki, użyłem najpotężniejszego działa i … zawołałem Żonę 🙂 Po 10 minutach Kuba … spał!

Podczas późniejszej naszej rozmowy zaczęliśmy zadawać sobie pytania w stylu: jak możemy pomóc Kubie jeszcze pełniej się rozwijać? Czy basen to dobry pomysł na ten czas? Jak my się czujemy w roli mamy i taty? Jednak najciekawsze pytanie zadała wczoraj moja Żona mówiąc ktoś miał niezłe poczucie humoru nazywając ten czas „urlopem macierzyńskim”, a tak w sumie, to jak w ogóle można to nazwać urlopem?! Gdy tak rozmawialiśmy o tym, to faktycznie muszę przyznać, że tego czasu urlopem na pewno nazwać nie można. Pracuję w domu, więc doskonale wiem ile wysiłku, uwagi, troski oraz energii trzeba poświęcić dziecku. Sam niejednokrotnie się o tym przekonuje, że prędkość z jaką Kubusiowi nudzą się wymyślone przeze mnie zabawy, jest o wiele większa niż to, z jaką ja te zabawy jestem w stanie wymyślić 🙂

Po tych 4 miesiącach, które za nami, nabrałem ogromnego szacunku do kobiet, które same wychowują dzieci, kobiet, których mężowie zdecydowaną większość czasu spędzają w pracy, dla kobiet, które nie mają wsparcia w swoich mężach przy opiece oraz rozwoju swoich dzieci, kobiet, które są na … urlopie macierzyńskim. Często słyszymy, że przecież kobiety „tylko” siedzą z dziećmi w domu, lub że to kobiety mają opiekować się dziećmi, a facet ma zarabiać i przychodząc do domu ma prawo odpocząć. Wszystko fajnie tylko, że … TAK NIE JEST! Panowie, kobiety cały czas są w pracy, której my faceci, często i gęsto nie doceniamy, bo przecież jest to „urlop macierzyński”. Owszem facet wracający po całym dniu w pracy, może mieć serdecznie dość wszystkiego, a ostatnią rzeczą o jakiej myśli, to pobawić się z dzieckiem na podłodze. Tylko co ma powiedzieć Twoja Żona, która cały dzień jest z dzieckiem, a dodatkowo ugotowała Ci obiad, zrobiła pranie i wiele innych rzeczy, których my panowie nawet nie dostrzeżemy! Sam niejednokrotnie po zabawie, która trwa powiedzmy około godziny jestem … wykończony! 🙂 Tutaj nawet nie chodzi o to, kto ma więcej obowiązków, kto ma gorzej/lepiej, łatwiej/trudniej. Pamiętajmy, że po drugiej stronie jest … młody człowiek, który potrzebuje obojga rodziców, a każda chwila spędzona z dzieckiem buduje więź, która przez kolejne tygodnie, miesiące, a następnie lata jest (a przynajmniej powinna być) pogłębiana. Sam spędzam z Kubą tyle czasu ile jestem w stanie i już teraz wspólnie z Żoną dostrzegamy więź, która jest między nami. Niby tak małe dzieci nic nie rozumieją, ale to jest tylko teoria, ponieważ sam widok uśmiechniętego dziecka, które tylko mnie zobaczy mówi więcej niż słowa.

Podsumowując „urlop macierzyński” jest urlopem tylko z nazwy, ponieważ jest on bardzo ciężką pracą z dzieckiem, które dopiero co przyszło na świat i dla którego wszystko to co wokół, jest nowe i nieznane. Panowie doceńcie pracę waszych Żon, ponieważ jest to praca, która nigdy się nie kończy oraz znajdźcie czas na to, aby pobawić się z dzieckiem, nawet gdy wrócicie padnięci z pracy, ponieważ to co teraz zasiejecie, będziecie zbierać w kolejnych latach. Wasze Żony i dzieci was potrzebują, a ojcostwo nie największa przygoda jaka może spotkać faceta!

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy tylko wartościowe materiały. Obiecujemy, że bzdur ani nachalnych reklam nie będziemy wysyłać.

Dziękujemy za zapisanie się do newslettera ubogacani.pl

Share This