/ zdrowie

Jak poradziłam sobie ze stanem zapalnym?

Wiecie już, że wyrok „choroba autoimmunologiczna” nie jest dożywociem. Wierzę, że nasz przypadek (i wielu, wielu innych ludzi, którzy po prostu o tym nie piszą) może być inspiracją do tego, aby się nie poddawać. U mnie było tak, że jak zdiagnozowano poważne problemy z tarczycą to w międzyczasie miałam objawy jakby grypy… nikt w tamtych czasach nie wpadł, aby zrobić testy pokarmowe (choć miałam testy na alergię). Suma summarum moja „terapia” ograniczała się do podawania nowych sterydów, zwiększania dawki hormonu tarczycy, szczepień uodparniających. Skutek? Miałam zdiagnozowane Hashimoto, z niedoczynności przechodziłam w nadczynność, miałam terapię jodem radioaktywnym, tyłam i chudłam na zmianę, wypadały mi włosy, nie miałam siły, miałam stany depresyjne, zdiagnozowano u mnie łuszczyce, przesiąkliwe jelito, początku reumatoidalnego zapalenia stawów. A to wszystko… w młodej dziewczynie przed trzydziestką!

Jak poradziliśmy sobie ze stanem zapalnym (w dużym skrócie) ?

  • zaczęliśmy się z Przemkiem modlić o uzdrowienie i prowadzenie Ducha Świętego w tym wszystkim, wtedy (na rekolekcjach Thalita Kum) nastąpił przełom
  • oczyściliśmy organizm dietą dr Dąbrowskiej – razem, bo tak raźniej psychicznie, fizycznie i emocjonalnie 🙂 myślę jednak, że każde naturalne oczyszczanie byłoby OK. Wiedzieliśmy, że przez lata nazbierały się w organizmie śmieci, jeśli tego nie posprzątamy na nic każdy późniejszy krok, bo to tak jakby próbować ładnie urządzić kanalizację ściekową. Potem stopniowo wprowadzaliśmy pokarm stały i tak odkryliśmy, że Przemkowi nie służy nabiał, a mi ogólnie produkty z laktozą i glutenem (szczególnie pszenica!). Odstawiliśmy więc te produkty i od razu widać to było w wynikach badań, które robiliśmy reguralnie
  • „przypadkiem” 😉 trafiliśmy na informację, że duże dawki witaminy C za granicą ogólnie wzmacniają organizm – nie mieliśmy więc za wiele do stracenie i kupiliśmy witaminę C w proszku (znajdź własną witaminę C, ważne aby była bez dodatków, bez otoczek i innych osłonek oraz domieszek). Trochę trwało zanim Przemek i ja znaleźliśmy swoją dawkę witaminy C – dziś wiemy, że jak zaczyna nas coś brać to po prostu zwiększamy nieco dawkę i … już
  • cały czas byliśmy pod obserwacją lekarzy, jeździliśmy też do zielarza, który był dla nas dodatkowym wsparciem, konsultowaliśmy się z dietetykami
  • niechcący przy okazji pikniku przy naszej parafii zjadłam jedną kiełbaskę kupioną w markecie i…  wyniki badań znów mi się popsuły. Postanowiliśmy więc zrobić eksperyment i … przygotować się na odstawienie mięsa. Od razu wyniki się poprawiły tak, że lekarze którzy naz znali nie mogli uwierzyć. Nie jedliśmy mięsa ponad rok (sumplementowaliśmy B12, jedliśmy dużo białka roślinnego), wróciliśmy do mięska, bo w ciąży poczułam ogromną ochotę na mięso. Okazało się, że niedaleko jest biobazar, a po tym mięsie nie mam wahań w wynikach jak po wspomnianej wyżej kiełbasce
  • odstawiliśmy tłuszcze trans, wszystkie oleje jakie mamy w domu są extra virgin czyli nierafinowane i tłoczone na zimno. Do obróbki cieplnej używamy sprawdzonego oleju kokosowego, olej z wiesiołka
  • na przekąski jemy orzechy, suszone daktyle (niesiarkowane), sama robię deserki, ciasta, nie kupujemy gotowych wypieków, używamy soli himalajskiej, czytamy składy produktów kupowanych w sklepie i wolimy sami zrobić ketchup lub majonez niż kupić go z długą listą konserwantów, Odstawiliśmy całkowicie cukier, zamiast tego używamy laski wanilii, ksylitol fiński, miód z pasieki mojego Wujka, cynamon (w zależności od okoliczności)
  • jemy dużo owoców i warzyw, w różnych formach: na surowo, w słoikach (sami wekujemy, a ostatnio dostaliśmy świetny dar od mojej Chrzestnej Mamy z samodzielnie wykonanymi przetworami – mniam, pyszności!), na parze (wraz z orzechami) – wolimy jeść lepiej jakościowo, a mniej (dbamy, aby nawet na obiadku u Mamy się nie przejadać)
  • nie pijemy przed posiłkiem pół godziny, ani około godzinę po (nawet, gdy jesteśmy w restauracji, nawet we Włoszech, gdzie to jest niejako w dobrym guście) – to nam służy, zapoczątkował to Przemek, który mówił, że boli Go brzuch po jedzeniu, później zaobserwowałam że ja także lepiej się czuję
  • jemy zazwyczaj ciepłe śniadania i ZAWSZE je jemy, nawet jak wstajemy o 3 rano, aby dojechać gdzieś na Konferencję lub do Klienta, nie wychodzimy z domu bez jedzonka. A jak jesteśmy w miejscu gdzie rano możemy skorzystać ze szwedzkiego stołu dbamy o to, aby jeść powoli i … wszystkiego po trochu 😀 ostatnio w Walentynki w Twinpigs jedliśmy śniadanie (celebrowaliśmy) ponad 2h! I świetnie się z tym czuliśmy: zdrowotnie i mentalnie, bo jedliśmy powoli, robiliśmy przerwy, dyskutowaliśmy, obserwowaliśmy otoczenie itp.
  • byłabym hipokrytką gdybym powiedziała, że nie robimy sobie odstępstw od reguły. Są takie sytuacje np. kurs Alpha, finał Ligi Mistrzów, gdy robimy sobie dyspensę i jemy coś co uznajemy za pyszne, choć niezdrowe. Nie jest to jednak regularnie, a raczej mocno okazjonalnie. Szczególnie ja muszę uważać i wiem, że co zjem to zaraz odbija się na moim samopoczuciu
  • skomplementujemy witaminę D3 i K2
  • od czasu do czasu (nie w ciąży!) robimy sobie krótką głodówkę
  • pijemy wodę alkaliczną – o tym jeszcze napiszę, bo ten temat również przetrwał próbę czasu, a dzielę się na blogu tylko tym, co sami mamy sprawdzone
  • obecnie testujemy chlorek magnezu i ziemię okrzemkową – obserwujemy nieustannie swoje organizmy; poluję też na książkę o leczeniu wodą utlenioną – ten temat też poniekąd jest nam bliski, ale nie czuję się w nim pewnie, aby już dzielić się tym, co wiem.

To tak w dużym skrócie, chciałam abyście też sięgali bliżej natury. Być może coś Was zainspiruje – dzielcie się także swoimi sprawdzonymi sposobami, bo przecież jesteśmy po to, aby być dla siebie nawzajem wsparciem i ubogaceniem.

Błagam, nie daj w sobie zabić nadziei! Odwagi i ROZWAGI w Duchu Świętym <3

Jak poradziłam sobie ze stanem zapalnym?
Share this