/ praca

Szybko, szybko!

Wszyscy oczekujemy szybkich rozwiązań. W trudnych chwilach chcę wiedzieć już dlaczego to się dzieje, gdy pracuję z naszymi Klientami oni chcą już efektów, gdy jesteśmy w małżeństwie chcemy, aby już było po naszej myśli. Chcemy na natychmiast sukcesu, chcemy teraz być szczęśliwi. To dobrze, bo to jest motor napędowy, gorzej gdy popycha nas w autodestrukcyjne narzekanie, obwinianie, czy nawet nienawiść. Jeszcze Boże przykazanie miłości, aby kochać Boga i innych (w tym też siebie!). Super… to też chcemy natychmiast. Ale miłość nie jest łatwa i dogodna. Sama doskonale wiem, że nie jest łatwo służyć innym ludziom, gdy twoje życie przepełnione jest problemami i marzy się o tym, aby ktoś pomógł tobie! Tak, ciężko troszczyć się o kogoś, gdy nie czujesz się w nastroju.
Sukcesu – jakkolwiek go nie zdefiniujesz – nie osiąga się z dnia na dzień. To jest jak droga rzemieślnika, na którą latami pracujesz – codziennie pojawiasz się i robisz to, co posuwa Cię choć krok do przodu. Wykonujesz swoją pracę jak artysta dzieło – codziennie chcesz być lepszy. Mój Tata tak zawsze mi mówił, abym codziennie była choć odrobinę lepsza niż wczoraj! Bo dążąc do doskonałości wkładasz w swoją pracę serce i duszę! Tak jak my w każdej naszej pracy, a dziś w Zarządzanie po ludzku. Jeśli pragniesz stworzyć coś wyjątkowego, musisz mieć świadomość, że dążysz do doskonałości, czyli jej nie osiągasz, a wciąż dzień po dniu, wybór za wyborem do Niej się zbliżasz. Próbujesz nowych rzeczy, bo to są lekcje. Czasem ponosisz porażkę, ale poprawiasz się i… wzrastasz. Stawiasz czoła niezliczonym wyzwaniom i sytuacjom odrzucenia, niezrozumienia i czasem nawet wątpisz w siebie i przez głowę przechodzą Ci myśli, aby zrezygnować. Znam to, Przemek świadkiem, że nie raz „rzucam to”, ale wiem, że praca z ludźmi jest tym bez czego nie wyobrażam sobie życia! Ja po prostu czuję, że muszę zmienić świat na lepszy, nawet jeśli miałoby to oznaczać sporo upadków. Ciągle słyszę, że ja to jestem taka pozytywna, że mi łatwiej… kurczę, chciałabym aby to była prawda! Ja po prostu proszę Boga, aby mnie zmieniał, leczył i uczył Miłości, którą jest. Bez Niego nie ma mnie. Serio. To nie przenośnia, czy jakieś górnolotne westchnienie, a fakt.
Cały czas pracuję nad sobą, naszym małżeństwem, relacjami, firmą, nad firmami naszych Klientów, nad sytuacjami Managerów, nad pracownikami Właścicieli firm z którymi współpracujemy. CHCĘ trwać w pozytywnym nastawieniu, wytrwale pokonywać trudności (tak, absolutnie każdy je ma) z odpornością i determinacją oraz mnóstwem wiary i nadziei! To decyzja i moja codzienna modlitwa. Biblia mówi, że wytrwałość rodzi wypróbowaną cnotę, ja naprawdę bardziej ufam Słowu Boga niż swoim własnym. Chcę bardziej błogosławić niż mówić źle. Naprawdę nie masz czasem dość tego syfu wokół? Ja chcę to zmieniać. Taką podjęłam decyzję! To jest moja misja. I nie chcę się rozpisywać o tym, chcę być tą misją! Chcę się nią dzielić i nią oddychać. Chcę, aby była widoczna w każdej rozmowie, rekrutacji czy wydarzeniu jako organizujemy. Chcę się strać i kochać mocniej, służyć lepiej i lepiej się troszczyć. W tych małych rzeczach i wielkich. Wobec KAŻDEGO!
Czy czujesz się przytłoczony taką perspektywą? Przyznam, że przez wiele lat mnie to dobijało zamiast uskrzydlać, bo… polegałam wyłącznie na sobie samej. Jeśli jednak przytłacza Cię to, że „musisz” kochać wszystkich ludzi, spokojnie. Zacznij od jednego człowieka, od konkretnej sytuacji. Gdy z kimś rozmawiasz skup się na człowieku, a nie błądź myślami co zrobisz za chwilę. Bądź tu i teraz. Kochaj jedną osobę naraz!
I bądź pewien, że każdego dnia idąc tą Drogą będziesz coraz bliżej samego siebie, bo bliżej Boga, który JEST.

Szybko, szybko!
Share this