Dialog małżeński

W ostatnim czasie, a dokładnej mówiąc na przełomie 2 tygodni słyszeliśmy parę razy od osób, które nawet się nie znają, że mamy fajne życie, a nawet usłyszeliśmy, że to co piszemy na naszym blogu brzmi jak bajka i jest wręcz nierealne. Chciałbym się do tego odnieść w jak najbardziej praktyczny sposób, w którym będę się opierał na życiowych sytuacjach z naszego małżeństwa, ale również osób, z którymi mamy styczność.

Kiedy powstaje ten wpis jesteśmy razem z Żoną na Strefa Chwały Festiwal w Starym Sączu, gdzie uwielbiamy Boga, dziękując Mu za całe dobro jakim nas obdarza każdego dnia, śpiewamy pieśni na Jego chwałę, ale również słuchamy świadectw wiary i kazań. I właśnie na tym ostatnim aspekcie chciałem się zatrzymać. Usłyszeliśmy m.in. że każdy z nas nosi swój krzyż, który jest bardzo niewygodny, często ciężki i przygniatający, a my skupiamy się na tym co tu i teraz, czyli na naszym cierpieniu, zapominając zupełnie o tym, że krzyż ten prowadzi nas do życia wiecznego! Życia, do którego jesteśmy powołani przez Boga!

A teraz praktyka …

Jesteśmy w różnych relacjach, małżeńskich, koleżeńskich, pracowniczych, rodzinnych itd. Pełnimy wiele ról: małżonka, kolegi, przyjaciółki, brata, pracownika i w każdej z tych ról spotykają nas trudne historię oraz przeżywamy bardzo ciężkie i wymagające sytuacje. To nic innego jak nasz krzyż życia codziennego, a od nas zależy jak sprawdzimy się w tych sytuacjach. I teraz pytanie: czy w trudnych chwilach polegamy na sobie i mówimy: jestem wystarczająco dobry i sam sobie poradzę, czy proszę Cię Panie abyś mi pomógł bo sam jestem słaby i nie potrafię sobie z tym problemem poradzić? Przyznam, że u mnie bywa z tym różnie. Słyszymy, że nasze małżeństwo jest fajne, idealne czy wręcz pożądane przez innych. Tylko czy mówiąc to osoby zdają sobie sprawę z tego, że za tym wszystkim kryje się całe mnóstwo modlitwy, rozmów z Bogiem oraz między nami, nierzadko również łzy i przyznanie się do naszych słabości? Ostatnio mieliśmy z Żoną rozmowę, podczas której przyznałem jej się do czegoś co przez 4 lata małżeństwa nie chciało mi przejść przez gardło. Powiedziałem o swojej słabości i swoich lękach, a podczas tej rozmowy po prostu się popłakałem co zdarza mi się naprawdę rzadko i nie byłem w stanie z siebie nic więcej później wykrztusić. Czy Wy jako małżonkowie tak ze sobą rozmawiacie? Czy wasze rozmowy są szczere i pełne emocji czy też gracie między sobą i wymieniacie się informacjami na temat pracy, zadań domowych czy innych mniej lub bardziej ważnych spraw? Mało tego, zamiast rozmawiać szczerze i z głębi serca ze swoim małżonkiem, wolicie takie rozmowy odbywać poza domem i w innych towarzystwie: z koleżanką, z kumplem na piwie, w pracy czy z kimkolwiek innym? Piszecie do nas i prosicie o pomoc w waszych relacjach małżeńskich czy narzeczeńskich i za to wam dziękujemy. Możecie być pewni, że modlimy się za Was w tych intencjach. Jednak nie zapominajcie prosimy o tym, że My nie jesteśmy w stanie zastąpić wam rozmowy z Mężem czy Żoną, Narzeczonym czy Narzeczoną. To Wy musicie ze sobą siąść i szczerze porozmawiać. Wasza relacja zależy od tego jaką macie relacje z Bogiem i od tego jak bardzo Wam zależy na sobie nawzajem i waszym małżeństwie. Ja tutaj odnoszę się stricte do małżeństwa ale można to odnieść do każdej innej relacji: ojciec-syn, kolega-koleżanka, pracownik- szef. Pierwsze przykazanie mówi nam o tym, że to Bóg ma być na pierwszym miejscu, nie małżonek! Nie kumpel! Nie pieniądze! Nie twoje problemy! Nie chęć posiadania czegoś! Nie Ty! Pan Bóg!

Dlaczego tak łatwo odpuszczamy gdy przychodzą problemy w małżeństwie? Mówicie że chcielibyście być takim małżeństwem jak wasi znajomi, a moje pytanie brzmi czy walczycie o wasze małżeństwo? Czy rozmawiacie ze sobą szczerze? Czy tak naprawdę Wam na tym zależy czy może po prostu tak wypada – być dobrym małżeństwem? Co to w ogóle znaczy dobre małżeństwo? Pewnie ile osób spytamy tyle będzie odpowiedzi, a tak naprawdę chodzi o to, aby budować na Panu Bogu, aby czytać Pismo Święte i z niego czerpać, aby nie liczyć na siebie tylko mieć relacje z Bogiem, Jemu ufać i Jemu dać się prowadzić! Ja uważam, że nasze małżeństwo jest naprawdę … udane, a dlaczego tak jest? Bo RAZEM o to się staramy i je pielęgnujemy. Czerpiemy od innych małżeństw, które są z większym stażem i często pytamy ich o nurtujące nas kwestie, natomiast wiemy, że to do nas należy wykonanie całej pracy, aby z tych wskazówek skorzystać. Dlatego raz jeszcze proszę Was o to, abyście to Wy sami siebie zapytali: czego Ja naprawdę chcę od swojego małżeństwa? Dlaczego zamiast usiąść i porozmawiać z Żoną wole usiąść i pogadać o tym z kumplem na piwie czy z koleżanką z pracy? Oni owszem mogą Was wysłuchać i coś doradzić natomiast pamiętajcie, że każda z tych osób doradzi wam z oparciu w swoje doświadczenie co może być bardzo niebezpieczne. Dlaczego?

Jeżeli np. rozmawiasz o swoich problemach z koleżanką, która akurat jest po rozwodzie, to nie licz na to, że będzie ona broniła Twojego Męża i zachęcała Cie do walki o Twoje małżeństwo. Bardzo prawdopodobne jest, że będzie Cię zachęcała do rozwodu i będzie zachwalała swojego aktualnego partnera, który jest taki idealny i o wiele lepszy niż jej były mąż! Problem polega na tym, że ona wcale nie rozwiązała swojego problemu tylko zupełnie od niego uciekła, a problem ten może wrócić do tej osoby równie szybko przy kolejnym partnerze! Panowie zastanówcie się przez moment: co by było gdy ktoś zaraz po Twoim ślubie powiedział Ci, że za 10 lat ktoś rozkocha w sobie Twoją Żonę i ona będzie chciała z nim spędzać każde popołudnie, co byś powiedział? Unikając wulgaryzmów pewnie powiedziałbyś coś w stylu: „nigdy w życiu na to nie pozwolę!” I bardzo słusznie, tylko teraz mija te 10 lat, a twoje małżeństwo to ciągłe nieporozumienia i nagle taki ktoś się pojawia adorując Twoją Żonę co robisz? Niestety duża część mężczyzn mówi wtedy zupełnie co innego: „a niech sobie idzie z tym … przynajmniej będę miał w końcu spokój!” Dlaczego tak jest? Co się wydarzyło przez te 10 lat, że nasza relacja, aż tak się pogorszyła?! Niestety ale właśnie wtedy wychodzi „owoc” tego, że zamiast na bieżąco ze sobą rozmawiać i przepracowywać poszczególne problemy, my woleliśmy o tym rozmawiać z każdym, tylko nie z małżonkiem.

Na pierwszy rzut oka niczego złego nie robimy, bo przecież szukamy wyjścia z sytuacji, ale niestety nie z tą osobą, która jest dla nas, a przynajmniej powinna być najważniejsza tutaj z ziemi. Dlatego też tak często piszemy o tym, abyście ze sobą rozmawiali, ponieważ tego nikt za was nie zrobi. Nawet jak byśmy z Wami przedyskutowali całe wasze małżeństwo i tak nie będziemy w stanie wam pomóc, ponieważ to Wy musicie usiąść i porozmawiać z Mężem lub Żoną. Nawet jak znajdziecie najlepszego Kapłana, najdroższego psychologa, czy pojedziecie na 5 rekolekcji małżeńskich, a to wszystko nie zostanie poparte waszą rozmową, to wszystko na nic! Niestety ale taka jest prawda! Poszukujemy rozwiązań naszych problemów na zewnątrz, poza domem i małżonkiem i to jest błąd.

Na koniec przedstawię Wam pokrótce rozmowę, w której dziś uczestniczyłem. Jedna z Pań mówiła o medytacji chrześcijańskiej, jednak jak się później okazało podczas tej medytacji wcale Bóg nie był najważniejszy tylko … Jej problem, z którym aktualnie się zmagała. Czyli mówiąc wprost zamiast uwielbiać Boga, mówiła mu o swoim problemie oraz o tym jak chciała by go rozwiązać. A czy My w naszych modlitwach mamy Boga na pierwszym miejscu i na nim się skupiamy, czy też nasze problemy, niedoskonałości lub marzenia są przed Nim? Przyznam szczerze, że bardzo mocno mnie to uderzyło, ponieważ złapałem się na tym, że sam tak czasem robię! Zamiast uwielbiać i chwalić Pana to skupiałem się na tym z czym aktualnie się zmagałem! A przecież Bóg doskonale wie, co jest dla nas najlepsze, a wielbiąc Go możemy być pewni, że na swój sposób, który najczęściej nazywamy „przypadek” pomoże nam z naszymi problemami, o ile to właśnie On będzie u nas na pierwszym miejscu. I teraz oczywiście mogę powiedzieć, że Ja tak właśnie chcę i na tym zakończyć lub mogę powiedzieć, że chcę aby Bóg był numerem jeden i … tak właśnie żyć!

Nie uciekajmy z małżeństwa tylko dlatego, że jest ciężko i ten krzyż jest dla nas niewygodny i nas przytłacza. Bóg przecież zrobił dla nas dokładnie na odwrót! Wiedział co Go czeka, wiedział, że będzie strasznie cierpiał i to co miał zrobić doprowadzi do ukrzyżowania. To dlaczego My jako ludzie wierzący, ludzie, którzy kochamy i uwielbiamy Boga tak uciekamy spod naszego krzyża jakim jest np. trudna, ale też bardzo potrzebna rozmowa z Żoną lub Mężem?

Mam nadzieję, że po tym co przeczytaliście jedna rzecz pozostanie niezmienna, a druga zmieni się diametralnie. Co mam na myśli? Będziecie nadal do Nas pisać i nas UBOGACAĆ Wami ale przede wszystkim siądziecie do rozmowy z Mężem, Żoną, Synem czy z kimś z kim wasza relacja jest dla Ciebie ważna, jednak ciągle do takiej rozmowy się zbierasz i nie możesz się zebrać. Odwagi!

**„O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.”  (**Flp 4, 6-7)