Niedawno skończyłam konsultować Dziewczynę: piękna, mądra i wysportowana. Na pierwszy rzut oka istny ideał. No właśnie, nic do poprawienia, nie ma nad czym pracować, wszystko wie. Jak ja mówię, że lubię ciepło to Ona opowiada historię jak to zbiera kwiatki w przerwie w pracy i jak lubi słońce, jak lubi spacery w słońcu. Na wszystkim się zna, wszystko wie.

Ale jak dotknęłam niejako pobocznie kwestii, którą mogłaby poprawić – oczywiście jeśli chce, rozpętała się burza. I nie jest to nic, co mnie jakoś dotyka. To normalna reakcja. Tak jest absolutnie zawsze i nazywa się to PRZEŁOM. W psychologii mówi się o wychodzeniu ze swojej strefy komfortu.

Jednak ta sytuacja po raz kolejny zmusza mnie do refleksji, że budujemy sobie takie oficjalne wersje. Stajemy się wizytówką na pokaz, a w środku? W środku wszystko w nas buzuje, krzyczy i się buntuje. To jest efekt braku miłości, bo … wtedy nie rośniemy. Ciała rosną, ale w środku jesteśmy zranionymi dziećmi. NIKT jednak nie jest przegrany! Bóg jest Miłością i leczy rany także dziś. Wskrzesza z martwych te sfery w których byliśmy beznadziejni, słabi i ułomni. Tylko my tak mocno przyzwyczajamy się do tych naszych masek, że gdy Bóg przychodzi ze swoją Prawdą wybiegamy i trzaskamy drzwiami. Tak, ja też tak robię czasem. Ale chcę przyjść i poprosić, aby Bóg dotknął to miejsce i chcę Mu opowiedzieć całą prawdę, a nie moją oficjalną wersję! Chcę zrzucić maskę!

Dziś tak dużo się mówi, aby się nie przejmować tym co mówią inni. Ok, zgodzę się, lecz tylko w połowie. Bo Bóg czasem mówi przez innych ludzi, ale my nie chcemy słuchać i dopiero jak przychodzi jakiś dramat to rozpadamy się na kawałki i biegniemy do Boga albo buntujemy się z całym zacietrzewieniem.

To nasz wybór. Twój wybór. Mój wybór.

Życie to lekcja, ale jak jest się w klasie Mistrza – Chrystusa to walka toczy się o Twoją duszę. Życie!

Ale właśnie od siebie zaczyna się zmianę świata na lepszy.