Kochać co dzień mocniej i bardziej?

Poznajcie Arka i Danę – to nasi Przyjaciele. Bóg zsyła nam Anioły, które modlą się za nas i są dla nas wzorem. Dla Przemka i dla mnie właśnie Oni są takimi Ludźmi z Nieba. Z pełnym przekonaniem, że znajdziecie coś dla siebie polecamy historię Ich małżeństwa!

Nasza wspólna droga ku UBOGACANIU rozpoczęła się 21 lat temu, kiedy to przysięgliśmy sobie przed Panem Bogiem dozgonną miłość i wierność! Pochodzimy z różnych  miejscowości, a co za tym idzie różnych domów i kultur. Nasza wiara różniła się. Jeżeli ktoś zna zasadę małżeńskiego trójkąta! 🙂 Tak trójkąta! Tą trzecią osobą jest BÓG, który znajduje się na szczycie równoramiennego trójkąta, a my małżonkowie na jego przeciwległych ramionach. To ja zawsze byłam gdzieś z tyłu, mój mąż pociągał mnie za sobą. Nie tylko pociągał mnie swoim wyglądem (przystojniak z Niego) ale również pomagał mi przybliżać się do naszego Ojca. Przybliżaliśmy się stopniowo również do siebie. W naszym małżeństwie różnie się działo. Na początku najważniejsza była praca. Owszem był czas na wakacyjne wypady, często nawet za granicę. Jednak brakowało czasu i nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Teraz  powiem, że nawet nie rozmawialiśmy ze sobą wcale. Na porządku dziennym był zwykły dialog dotyczący spraw przyziemnych i  rozmowy o problemach z pracą lub dziećmi. Jednak nigdy nie rozmawialiśmy o naszych uczuciach. Przełomem i najtrudniejszym  faktem w naszym życiu były narodziny naszego syna. Szymon urodził się z Zespołem Downa. Zaskoczenie totalne, dla mnie szok i załamka. Nie wiedziałam co dalej. Nic tylko pustka. Mój mąż objął mnie ramieniem i mocno przytulił. Powiedział, że damy radę. Nie wiem jak to nazwać ale właśnie wtedy uwierzyłam mu. Nic się nie liczyło tylko te słowa, ta obietnica Arka. Dzięki jego wsparciu nie poddałam się, a Szymek to całkiem inny rozdział. Dziś wiemy, że to Dar dla nas.

I tak żyliśmy sobie, a miłość kwitła i dzieci nam przybywało!

Aż pewnego razu zostaliśmy zaproszeni na spotkanie Domowego Kościoła. To tutaj nauczyliśmy się wypełniać zobowiązania jakie proponuje wspólnota. Zaczęliśmy się wspólnie modlić z dziećmi i ze sobą !!! Dialog Małżeński otworzył nas na siebie ,wreszcie nauczyliśmy się mówić o naszych uczuciach, o najskrytszych myślach!!!Razem podjęliśmy Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Dla naszych rodzin  to nie do pomyślenia. A jednak. Domowy Kościół odmienił nasze małżeństwo. Coś się odmieniło również w naszej codzienności. Zaczęliśmy angażować się w różne dzieła. Ale nic tak od razu. Wiele nocy musieliśmy przegadać aby zdecydować co robimy z danym problemem. Pewnie wielu rzeczy bym się nie podjęła  gdyby nie Arek. Czy to możliwe i też tak macie, że bez tej drugiej osoby nie jesteście w stanie podjąć decyzji?! Ja tak mam. Nie oznacza to, że nie jestem w stanie sama decydować ale o tym, że zależy mi na zdaniu mojego Kochanego. Nigdy nie zrobiła bym czegoś wbrew jego słowom.  Bardzo mile mi też kiedy Arek pyta mnie o zdanie w wielu swoich sprawach.

Gdyby nie wsparcie i pomoc mojego męża nie udało by mi się podjąć i doprowadzić do finału ogromnego wyzwania  jakim była Szlachetna Paczka w moim miasteczku. Uwierzyłam w siebie w swoje możliwości (słowa Arka “damy radę’ wracają jak bumerang). Przez dwa kolejne lata byłam Liderem  i tylko dlatego że Arek był ze mną udało mi się ogarnąć to wszystko. Podjęliśmy również decyzje o utworzeniu  w naszym mieście wojewódzkim grupy ludzi, którzy chcą prowadzić własne firmy zgodnie ze swoimi wartościami i z wiarą. Czasem bywa to dla mnie trudne ale wiem, że Arek liczy na moją obecność. Cieszy mnie fakt że mogę pomóc jeżeli tylko potrafię. Teraz mam taki moment w życiu, że nagle nie mam co ze sobą zrobić. W tym sensie że chcę się udzielać ,komuś pomagać i sama się rozwijać. Mąż mnie wspiera, codziennie modli się za mnie, o powołanie mnie do czegoś co tylko dobry Bóg dla mnie wymyśli!!Daje się odczuć to wsparcie. Arek odciąża mnie również  w wywiadówkach. Po kilku latach kiedy to ja zawsze chodziłam na wywiadówki do szkół naszych dzieci, Arek odważył się i zastąpił mnie nie ukrywam nie zawsze miłych spotkaniach. Cieszę się że podzieliliśmy nasze obowiązki w ten sposób. Mąż  ma całkiem inne podejście do ocen i zachowania naszych dzieci. Czasami rozbraja swoim spokojem całe napięcie sytuacji. Jestem mu za to wdzięczna.

Po dwudziestu latach małżeństwa i z piątką dzieci, właśnie teraz znaleźliśmy czas na randki. Czy to nie wspaniałe? Najbardziej lubię nasze wieczorne spacery, czasem zimą w śniegu i nie musimy nic mówić tylko trzymamy się za ręce i brniemy  razem jak to w życiu bywa, raz pod górkę,  raz z górki. Nie oddała bym naszych kolacyjek w wyszperanych restauracjach i wcale nie chodzi mi o jedzonko które uwielbiam ale o rozmowy toczone przy stłumionej kawiarnianej muzyce. I tylko dzieciom trudno było zrozumieć kiedy mówiliśmy że idziemy na randkę. Arek często wymyśla ciekawe miejsca i sposoby na spędzanie naszych randek. Mój mąż nie przepadał za tańcem a tu trach ….zaskoczenie zapisał nas na kurs tańca żeby tylko więcej czasu spędzić ze mną. Czasem wystarczy tylko, że się przytulimy i już lepiej na duszy i ciele. Często mamy tak, że w danej chwili chcemy to samo powiedzieć nie mówiąc już o naszych podobnych myślach. Można kochać co dzień mocniej i bardziej i jeszcze bardziej? TAK!!!

Chociaż nie zawsze jest tak kolorowo i my również mamy swoje trudne chwile. Niekiedy atmosfera jest ciężka nie do przebicia.Wiadomo problemy w pracy, trudności ze zdrowiem, kłopoty w szkole i tak w kółko. Na to wszystko najlepszym lekarstwem jest rozmowa. Trzeba otworzyć się jeden na drugiego i wylać wszystko co się kryje w sercu i nie ukrywać niczego. I chociaż zdarza się, że mamy inne poglądy na dany temat, trzeba rozmawiać aby wybrać jakiś kompromis. Czasami nawet nam się wydaje, że ta druga osoba nic nie rozumie, że to nie tak…warto rozmawiać i nie oddalać się od siebie. A UBOGACANIE się to ja rozumiem w ten sposób. Naszym obowiązkiem jest UBOGACAĆ się na wzajem .Żona męża i na odwrót. To tak jakbyśmy się prowadzili razem ku świętości.

Dana