Mmmm uwielbiam tą piosenkę! Pamiętam jak kilka lat temu obejrzałam ten teledysk. Zachwyciłam się ukazanym kontrastem!
No właśnie, myślę, że to właśnie one pokazują nam czego tak naprawdę chcemy i kim jesteśmy. Gdyby nie naprawdę trudne sytuacje, nie wiedziałabym, na co mnie stać. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” – myślę, że w słowach Wisławy Szymborskiej kryje się mnóstwo praktycznej, życiowej mądrości.

Takim najważniejszym kontrastem jest… Przemek. Jesteśmy skrajnie różni. Ja najchętniej poszłabym na dyskotekę/zabawę, a Przemek woli zostać w domu, ja oglądałabym tylko bajki – cóż mój Mąż nie podziela tego entuzjazmu 😉 może to zabawne, ale bywa też … iskrą zapalną.  Trochę to trwało, ale dziś zamiast ciągnąć w swoją stronę lub walczyć, siadamy obok siebie i zaczynamy rozmawiać,  staramy się po prostu zrozumieć. Tak, słowo „staramy się” wskazuje, że nadal czasem nam się to nie udaje, tylko że bez względu na to, czy są to emocjonalne rozmowy czy takie, po których musi opaść kurz to najważniejsze, abyśmy mówili sobie prawdę. I tu UWAGA! Mamy zasadę, że prawda powiedziana bez miłości to guzik prawda – przypominamy sobie nawzajem to ustalenie, wypracowane podczas pierwszych miesięcy naszego małżeństwa.

Widzisz, jestem emocjonalna i czasem jak wykrzyczę już wszystko, co mam w sercu i na wątrobie to łapię się na tym, że… mój ból wcale nie dotyczy Przemka. Co to znaczy? Iż wybór np. płyty jaką będziemy słuchać w podróży nie jest moim prawdziwym problemem. Już tłumaczę. Zauważyłam, że pod tymi emocjami kryje się jakaś konkretna potrzeba np. autonomiczności lub chęci decydowania o sobie. Jak spycham przez dłuższy czas swoją potrzebę w głąb, przez brak czasu, lub jakąś inną wymówkę, aby się tym nie zająć, wtedy właśnie wybucham, bo tłamszę sama siebie. Skutek? Moją frustrację wylewam na Przemka. Oczywiście, że tego nie chcę i mówię Mu o tym. Po chwili przyjdę i poproszę o wybaczenie.  Mam to błogosławieństwo, że mój Mąż już mnie zna i nawet czasem po mojej minie potrafi odczytać co czuję.  Staram się również analizować emocje, które mam w sobie na modlitwie. Rano modlę się sama, w południe podczas pracy oraz wieczorem razem z Przemkiem i Bóg pokazuje mi moje rany.
Jeśli chodzi o dogadywanie się z Mężem– zgłębiamy to nieustannie każdego dnia, poprzez naszą codzienność i przeróżne sytuacje, w jakich się znajdujemy. Przemek, nie dostał do mnie instrukcji obsługi, ale ponieważ jest Bożym Mężczyzną, zaczął opierać się na Bogu i chciał się mnie nauczyć. Jasne, że tysiące razy brakuje nam do siebie nawzajem cierpliwości! Ważne jednak, aby chcieć i działać w tym kierunku. Zaufać, aby budować coś większego niż moje własne „ja”, czyli „MY”.