Każdy z nas ma czasem gorszy dzień. Czas, w którym najchętniej uciekłby od wszystkiego i od wszystkich. Ja również mam takie dni, w których zupełnie nie mam chęci na rozmowę z kimkolwiek, a tu nagle … Żona podchodzi i dosłownie zasypuje mnie pytaniami typu: Kochanie jak się dziś czujesz? A może pójdziemy dziś do znajomych? Co myślisz na temat… ? Taka sytuacja jest świetnym zalążkiem kłótni, nieporozumień i zranień np. słowem. I tak właśnie się to kończyło jeszcze jakiś czas temu, emocje wygrywały i zamiast po prostu powiedzieć, że nie mam ochoty teraz rozmawiać, mówiłem coś w stylu*: jeszcze jakieś pytania? Zapomniałem już jakie było pierwsze pytanie, powtórzysz?* Czasem też … no dobra często robiłem dziwną minę, która zupełnie zniechęcała Żonę do rozmowy. Tak wiem straszne, ale … prawdziwe.

Z czasem natomiast stwierdziłem, że tak nie może być! Ja jestem zły na siebie, ponieważ nie rozmawiam z Żoną, a Ona tego potrzebuje i dodatkowo powoduje to zniechęcenie u Agnieszki, smutek oraz poczucie odrzucenia, tak więc nikt nie jest zadowolony.

Aktualnie po wielu próbach i błędach w podobnych sytuacjach reaguje zupełnie inaczej tzn. mówię o swoich emocjach co jest dla faceta bardzo ale to bardzo trudne.

W analogicznej sytuacji aktualnie odpowiadam coś w stylu: Kochana możemy o tym porozmawiać później, zupełnie nie mam nastroju do rozmowy, lub odpowiadam krótko na pytanie, które jest ważne, ponieważ trzeba zaplanować kolejne kroki, a resztę tematów odkładamy na później.Najtrudniejszą opcją, natomiast całkowicie w zasięgu każdego jest po prostu porozmawianie o wszystkim tu i teraz i nie odkładanie niczego na później, pomimo własnych niechęci. Powiem wam, że najdziwniejsze jest to, że przeważnie po lekkim zmuszeniu się do rozmowy tu i teraz, moje samopoczucie jest o wiele lepsze i nie muszę męczyć się później z moimi myślami, ponieważ porozmawiałem o nich z najważniejszą dla mnie osobą! Z Żoną! Nie kumplem, koleżanką czy z sąsiadem, tylko z Żoną. Wszystkie najważniejsze kwestie należy przegadać bezpośrednio w małżeństwie, a nie gdzieś „na zewnątrz”. Niestety często jest tak, że o naszych porażkach, przyzwyczajeniach czy emocjach wie np. cała firma lub koleżanka/kolega, a nie Mąż czy Żona. Potem dziwimy się, że w małżeństwie się psuje. Jak może być inaczej skoro nasza druga połowa nie wie o czymś co wpływa bardzo mocno na nasze relacje!?

Wiem, że łatwo powiedzieć/napisać, a trudniej zrobić, natomiast u nas też były próby zupełnie nieudane pomimo, że przecież w teorii wiedzieliśmy co należy zrobić. Jednak przez praktykę zawsze prędzej czy później dojdziemy do sytuacji, w której nauczymy się w gorszym dla nas czasie rozmawiać z innymi.

A jak Wy radzicie sobie z waszą komunikacją, gdy wiecie, że trzeba o czymś porozmawiać, a jednak zupełnie nie macie na to ochoty?